Rozdział IV
Patrzyłam jak Liam i Sophia wsiadają do samochodu i odjeżdżają. Jeszcze chwilę trwałam w bezruchu. Gdy wydostałam się z transu, zaczęłam wzrokiem szukać Nialla. Stał przy wózku golfowym i czyścił kije ściereczką. Podeszłam bliżej, ale on nie zwracał na mnie uwagi. Jeszcze nigdy nie widziałam kogoś, kto z taką delikatnością i spokojem czymś się zajmował. Chciałam się go zapytać, kiedy jedziemy, ale nie mogłam. Widok, tego jak to robił, był zbyt piękny, żeby go zepsuć.
Po piętnastu minutach Niall skończył swoją czynność i zorientował się, że stoję koło niego.
- co się tak gapisz? Nigdy kijów do golfa nie widziałaś?-powiedział złośliwie.
- ja... przepraszam. Nie chciałam ci przeszkadzać. Ty chyba...
- marnujesz tylko mój czas. Wsiadaj do auta i zaczekaj na mnie. Muszę zapłacić za wynajem pola.
Odwrócił się i odszedł. Czemu on jest taki niemiły dla mnie? Tego nie wiem. Zrobiłam to co kazał. Ruszyłam w stronę auta. Zastanawiałam się nad tym co powiedział Liam. Jak on ma mnie polubić? Jestem brzydka, gruba i w dodatku ma o mnie złe zdanie. Chciałabym, aby nie czuł do mnie wstrętu. Muszę przez ten miesiąc być dla niego miła.
- a ty czemu jeszcze nie w samochodzie?-spytał.
- nie wiedziałam, który jest twój.
- mój to ten, na którym się właśnie opierasz.
- aha...- poczułam rumieńce wstydu na twarzy. Miał mnie polubić, a nie uważać za głupią.
Wsiedliśmy do auta i Niall odpalił silnik, który po chwili zgasł. Sytuacja powtórzyła się kilka razy. Był zdenerwowany.
- może powinieneś...
- zamknij się! - krzyknął i mnie uderzył w twarz. Byłam przerażona. Niall Horan z One Direction mnie zranił najpierw psychicznie, a teraz fizycznie. Rozpłakałam się. Ból nie ustawał. Niall spojrzał na mnie.
- ja, ja nie chciałem ciebie...
- ale to zrobiłeś- wydusiłam przez łzy.
- mam apteczkę w bagażniku. Zaraz będzie dobrze- mówiąc to, wyszedł. Po chwili przyłożył mi oderwany kawałek swojej koszulki z kostkami lodu w środku. Poczułam ulgę. W czasie, kiedy siedziałam z obolałą szczęką, Niall naprawił samochód. Wsiadł do auta i ruszył. Po trzydziestu minutach (zakorkowanej) drogi ujrzałam wielką villę.
- masz wielką chatę- stwierdzilam.
- to nie jest mój dom.
- jak to?- byłam zdziwiona.
- to jest mój dom- powiedział wskazując palcem na mały domek jednorodzinny.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejny rozdział. Przepraszam, że tak długo, ale jestem na wakacjach i nie miałam czasu. Kolejny rozdział pojawi się najwcześniej 12 lipca.
CZYTASZ= KOMENTUJESZ