Rozdział VII
Usiadłam mocząc nogi w basenie. Miałam wrażenie, że wszystko straciłam. Wszystko co udało mi się do tej pory zrobić. Czułam się jak król, który ma piękny nowy zamek. Dobrze się w nim mieszka i jest czysto. Do czasu, gdy przybyły złowrogie oddziały i zburzyły twierdzę. Wtedy trzeba zaczynać wszystko od nowa.
- Co się stało?- usłyszałam znajomy zachrypnięty głos.
- Dobrze, że jesteś Harry- przytuliłam go.
- Zawsze się zjawiam w odpowiednich momentach- uśmiechnął się.- No już, wyżalaj się.
- Chciałam, aby Niall mnie polubił. Było dobrze, ale coś mu odbiło.
- Jestem pewny, że on cię lubi. To miły facet, ale ma swoje dziwne chwile jak każdy z nas. Niestety on nie chce nikomu mówić dlaczego tak jest. Zazwyczaj ma tak przez kilka dni.
- Ja z nim nie wytrzymam. Jeśli coś mu strzeli do głowy? Jakiś głupi pomysł...
- Cóż, ja zostaję tutaj na dwa tygodnie, więc jak chcesz możesz spać ze mną- poruszył brwiami tak jak Niall.
- Okej. Moja walizka jest w jego pokoju.
- A co ja jestem? Woźny?
- Możesz przynieść moją walizkę?- spytałam trzepocząc rzęsami.
- No dobra. Idź do domu.
Weszłam do środka. Od razu skierowałam się do salonu. Usiadłam na kanapie i wyciągnęłam telefon. Powinnam zadzwonić to Martyny tak jak obiecałam. Sally jest na obozie. Szkoda, bo zrobiłybyśmy sobie babski wieczór. Dobra dzwonię do Tynki. Wybrałam numer. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci,..., sekretarka. Jeszcze raz. "Numer aktualnie jest zajęty...". Z kim ona rozmawia? Zaczekam chwilę. Po dziesięciu minutach spróbowałam ponownie. Nadal nic. Obraziła się na mnie?
- Walizkę postawiłem ci w pokoju- powiedział zdyszany Harry i usiadł na fotelu.- Co ty tam nawrzucałaś?
- Spodnie, buty, kosmetyki, koszulki. A myślałeś, że co?
- Bielizny nie wzięłaś?- zdziwił się.
- Nie- odpowiedziałam sarkastycznie.
- Zaraz ci coś znajdę w pokoju gościnnym. Mamy coś na wszelki wypadek, gdyby jakaś dziewczyna nas odwiedziła.
- Nie musisz.
- To co ty nago zamierzasz chodzić?!
- Tak- znowu sarkazm.
- To mi się podoba- *uśmiech pedofila*
- Haha mi też- mrugnęłam do niego.
- To ja czekam w łóżku.
- To był żart.
- Nie lubię żartów na ten temat.
Wywróciłam oczami. Najbardziej mnie w tej chwili martwiła Tyna i dlaczego nie odbiera. Jutro znowu spróbuję się dodzwonić. Na razie idę się myć i wybić Harremu z głowy te dziwne pomysły.
- Co się stało?- usłyszałam znajomy zachrypnięty głos.
- Dobrze, że jesteś Harry- przytuliłam go.
- Zawsze się zjawiam w odpowiednich momentach- uśmiechnął się.- No już, wyżalaj się.
- Chciałam, aby Niall mnie polubił. Było dobrze, ale coś mu odbiło.
- Jestem pewny, że on cię lubi. To miły facet, ale ma swoje dziwne chwile jak każdy z nas. Niestety on nie chce nikomu mówić dlaczego tak jest. Zazwyczaj ma tak przez kilka dni.
- Ja z nim nie wytrzymam. Jeśli coś mu strzeli do głowy? Jakiś głupi pomysł...
- Cóż, ja zostaję tutaj na dwa tygodnie, więc jak chcesz możesz spać ze mną- poruszył brwiami tak jak Niall.
- Okej. Moja walizka jest w jego pokoju.
- A co ja jestem? Woźny?
- Możesz przynieść moją walizkę?- spytałam trzepocząc rzęsami.
- No dobra. Idź do domu.
Weszłam do środka. Od razu skierowałam się do salonu. Usiadłam na kanapie i wyciągnęłam telefon. Powinnam zadzwonić to Martyny tak jak obiecałam. Sally jest na obozie. Szkoda, bo zrobiłybyśmy sobie babski wieczór. Dobra dzwonię do Tynki. Wybrałam numer. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci,..., sekretarka. Jeszcze raz. "Numer aktualnie jest zajęty...". Z kim ona rozmawia? Zaczekam chwilę. Po dziesięciu minutach spróbowałam ponownie. Nadal nic. Obraziła się na mnie?
- Walizkę postawiłem ci w pokoju- powiedział zdyszany Harry i usiadł na fotelu.- Co ty tam nawrzucałaś?
- Spodnie, buty, kosmetyki, koszulki. A myślałeś, że co?
- Bielizny nie wzięłaś?- zdziwił się.
- Nie- odpowiedziałam sarkastycznie.
- Zaraz ci coś znajdę w pokoju gościnnym. Mamy coś na wszelki wypadek, gdyby jakaś dziewczyna nas odwiedziła.
- Nie musisz.
- To co ty nago zamierzasz chodzić?!
- Tak- znowu sarkazm.
- To mi się podoba- *uśmiech pedofila*
- Haha mi też- mrugnęłam do niego.
- To ja czekam w łóżku.
- To był żart.
- Nie lubię żartów na ten temat.
Wywróciłam oczami. Najbardziej mnie w tej chwili martwiła Tyna i dlaczego nie odbiera. Jutro znowu spróbuję się dodzwonić. Na razie idę się myć i wybić Harremu z głowy te dziwne pomysły.
~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że taki krótki. Mam nadzieję, że się podoba :)
Przepraszam, że taki krótki. Mam nadzieję, że się podoba :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz